Budowlanka też ma swoją "Anakondę”

Na wzór odbywających się właśnie manewrów wojskowych państw NATO, adepci klas mundurowych naszej szkoły uczestniczyli w ukierunkowanym obozie szkoleniowym. Zgrupowanie, potocznie zwane "Poligonem”   odbyło się w Kokotku koło Lublińca w terminie od 30 maja do 3 czerwca.  Nasza dzielna "mundurówka” stacjonowała w znajdującym się w środku lasu Ośrodku Harcerskim Hufca Bytom.

Za kwatery służyły im najwyższej klasy namioty w których na super wygodnych łózkach polowych mogło  przespać się sześć osób. Piszę "mogło”,  bo sen wcale nie był zakontraktowany w ramach pobytu.  Cześć doby z reguły przeznaczonej  na wypoczynek, umilali na rozmaite sposoby instruktorzy zaprawieni w bojach w Iraku i Afganistanie. Tak ciekawe CV kadry gwarantowało niesamowite wrażenia. Ryk syren, odgłosy strzałów z broni automatycznej, stroboskopy oraz rozmaite środki pirotechniczne sprawiały że noc zamieniała się w istne piekło...

Komu nie podobał się taki standard noclegu, mógł spędzić noc w lesie. Tak więc pewnego wieczora, około godziny 3.00 kawalkada  rozpoczęła się na dobre. Nasi bohaterowie otrzymali rozkaz do wymarszu w bliżej nieznany teren. Po około dwóch  godzinach marszu , znaleźli obozowisko w lesie w bliżej nie określonym miejscu. Po próbie ustalenia pozycji, przez telefon byli  w stanie określić tylko że znajdują się gdzieś w lesie.. W leśnym obozowisku ćwiczyli taktykę odpierania wroga, no i oczywiście atakujących zewsząd rozmaitego rodzaju żądnych krwi owadów. Po trudach manewrów, gdy wydawało się, że jak na wytrawnym survivalu przyjdzie żywić się korzonkami i owadami (albo np. coś sobie upolować) nagle dzielna ekipa zaopatrzeniowców potrafiła znaleźć drogę do ukrytych po lesie wojaków i serwowany posiłek smakował niczym z  najlepszych restauracji. Po trudach całego dnia należało sobie odpocząć. Na prowizorycznych posłaniach, rozłożonych wśród mchu i krzaków jagód  leżało się niczym na królewskim łożu. Z tej pozycji można było podziwiać gwiazdy, co jest częścią szczęścia,  bo tej nocy akurat nie padało! Po "zabawie" w lesie i dwóch dniach rozłąki ,dzielni wojacy wrócili na salony swojego obozu. Po śniadanku przy prawdziwych krzesłach i  stołach nastąpił ciąg dalszy atrakcji. Kursanci najbardziej chwalili sobie zajęcia chemiczne. Pod tą sympatyczną nazwą kryły się wyścigi w gumowych skafandrach z nałożonymi na głowę maskami gazowymi. Jakby tego było mało, to propozycja czołgania się na odcinku 80 metrów w całym oporządzeniu spotkała się z wielkim "entuzjazmem” . Ktoś powiedział, że rozgrzewki z jednym z wuefistów naszej szkoły nie są  już takie "wyjątkowe”.  Po tzw. wyścigach "słoników”  przyszła pora na wspinaczkę i  zmaganie się z linowym torem przeszkód.  Było kilku śmiałków którzy pokonali przeszkody jak wytrawni alpiniści. Znaleźli się też tacy, którzy musieli być mocno motywowani z poziomu leśnego runa.  Odpowiedzialny za tą formę atrakcji  komandos, używał wszelkich argumentów by przełamać strach walczącego z przeszkodami  szeregowca.  Z reguły odpowiednio dobrane słowa odnosiły skutek, co świadczy o tym że w armii mamy świetnych pedagogów. Oprócz szczegółowiej opisanych dwóch dni  z życia  poligonu, nasze dzielne dziewczyny i chłopcy z pierwszej i drugiej klasy  mundurowej  spędzali czas na szkoleniach i realizacji celów obozu. Ganiali się po lesie ostrzeliwując  z karabinków na kulki z farbą (paintball) oraz „naparzali” pod okiem instruktora samoobrony. Zostali zapoznani z zasadami postępowania policyjnych służb prewencji z zakresu odpierania zgrupowanego ataku. Policjant zademonstrował  sposoby użycia pałki i tarczy. Zaznaczam od razu, że szczęśliwie nikt z uczestników nie ucierpiał.  Po to ażeby odnaleźć się w każdym miejscu  albo przynajmniej nie zgubić się w lesie, szkolenie z topografii prowadził strażnik leśny z pobliskiego nadleśnictwa.  Jak to na poligonie bywa nie mogło zabraknąć  strzelania  i rzucania granatem. Dla uspokojenia tętna prowadzone były zajęcia z łączności na polu walki. Zdarzało się, że adepci skarżyli się na krótki czas przebywania pod prysznicem, ustalony przez dowództwo na około trzy minuty. Dla nich właśnie, na sam koniec obozu Sztab Generalny przygotował odpowiednią atrakcję.  Mianowicie, przeprawę przez zbiornik wodny w pełnym umundurowaniu i oczywiście z bronią. Każdy z uczestników spędził w wodzie około 10 minut co wyrażało się na ich twarzach nie ukrywaną radością. Najprzyjemniej było wtedy, gdy padała komenda np: "…granat z lewej…” Żołnierz miał wtedy za zadanie ukryć się pod taflą wody w taki sposób by jedynie nad powierzchnią wystawała broń która nie miała prawa się zamoczyć.  Kto nie zabłądził i dzielnie wygramolił się na brzeg mógł już w dobrych humorze udać się do obozu pozostawiając za sobą mokry ślad. Na pięciodniowym obozie działo się tyle, że nie sposób tego opisać. To trzeba przeżyć !


Z poligonu klasy 1m i 2m relacjonował wysłannik  "Budowlanki”
Sebastian Jarzębak

  • IMG_1963_1
  • IMG_1748_1
  • IMG_1557_1
  • IMG_1705_1
  • IMG_1661_1
  • IMG_1527_1
  • IMG_1640_1
  • IMG_1612_1
Warto poświęcić sporo czasu!
jesteśmy wiarygodni - sprawdź certyfikat www.wiarygodna-szkola.pl