Szkolne wspomnienia śp, Jana MarcinkowskiSzkolne wspomnienia śp, Jana Marcinkowskiego absolwent, nauczyciel

Moja przygoda z Budowlanką rozpoczęła się w 1967 r. Początkowo uczyłem się w szkole zasadniczej w klasie cieśla budowlany, a następnie w technikum na kierunku budownictwa ogólnego. Do dziś wspominam nauczycieli o bardzo ciekawych osobowościach oraz ich charakterystyczne zachowania i zwroty. Do najciekawszych należeli profesor Julian Fuglewicz z fizyki, który dyktował treść zadania do rozwiązania cytując „dwie kuli dyndali na sznuli”, lub zwracał się do ucznia „wisz, że nic nie wisz.” ale prowadził też wywody filozoficzne...

Profesor Jan Staryk z języka rosyjskiego, który rozpoczął pracę jako nauczyciel jeszcze w czasach Rosji carskiej, profesor Michał Jaworski (Kiciuś) wywołujący uczniów do sprawdzianów pisemnych w pierwszych ławkach nazywanych „prezydium”, profesor Piotr Zemyr ze statyki gdzie wszyscy liczyli na suwakach logarytmicznych belki i wpisywał w dziennik lekcyjny oceny z wieloma wykrzyknikami, profesor Anna Łukasik z chemii od której obrywaliśmy po łapach w czasie ściągania na sprawdzianach.

Tak się złożyło, że w tej samej szkole podjąłem pracę zawodową najpierw jako nauczyciel praktycznej nauki zawodu a następnie nauczyciel teoretycznych przedmiotów zawodowych takich jak bhp i instalacje budowlane. Pracując w szkole mogłem realizować swoje pasje takie jak harcerstwo, turystyka i żeglarstwo oraz zaszczepiać te zainteresowania w serca i umysły uczniów. W działalności tej miałem sprzymierzeńców nauczycieli takich jak pan Zbigniew Janas i pan Mirosław Kręcisz. Z tą działalnością wiążę wiele ciekawych wspomnień i przygód.
Piękne były obozy żeglarskie na Mazurach, rejsy po Zatoce Gdańskiej, obozy narciarskie w Szczyrku, Jaworniku, Czarnej Górze, Juszczynach no i oczywiście w Rycerce. Organizowaliśmy również co miesiąc przez ponad dziesięć lat jedno i dwudniowe wyjazdy w góry na włóczęgę w słońcu deszczu i śniegu. Mieliśmy bazę żeglarską nad jeziorem Chechło, gdzie spotykaliśmy się i uczyliśmy żeglarstwa w sezonie od maja do października. Realizując te zainteresowania narażeni byliśmy często na trudy, niewygodę, duży wysiłek, a nieraz i na niebezpieczeństwa. Młodzież skupiona wokół tej działalności spisywała się zawsze na medal. Nikt nie narzekał, że do kuchni na obozach wstawało się o piątej rano, że po całym dniu pływania jachtami na Mazurach trzeba jeszcze nocą pełnić wachtę i suszyć przemoczoną od deszczu odzież, że w dni bezwietrzne przez cały dzień wiosłowało się na szalupie aby dopłynąć do celu na nocleg, że na zimowisku jedliśmy przez dwa tygodnie pulpety w sosie koperkowym, że mieliśmy przemoczone buty i odzież na rajdach górskich w czasie jesiennych deszczy lub mokrego śniegu w czasie zimowych odwilży.